Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Komiks kontestacyjny
Leszek Bugajski
"Miesięcznik literacki" 10/77, str. 129-130

Kurt Vonnegut, autor znanych u nas powieści Kocia kołyska i Rzeźnia numer pięć, jest na pewno pisarzem, który gruntownie przemyślał swoją sytuację we współczesnej kulturze i postanowił pisać tak, by zyskać możliwie dużą popularność bez potrzeby pójścia na zbyt duże kompromisy artystyczne i intelektualne. Startował jako autor opowiadań i powieści fantastyczno-naukowych i jego wcześniejsze utwory często wymieniane są w omówieniach i monografiach tego gatunku. Prawdopodobnie jednak nie wystarczało mu uprawianie twórczości adresowanej do ściśle określonego odbiorcy i postanowil wypłynąć na szersze literackie wody, tak jak się to udało intelektualnie mniej odeń wyrafinowanemu Ray'owi Bradbury'emu, którego książki również znamy z polskich przekładów (451° Fahrenheita, Słoneczne wino, Kroniki marsjanskie). Vonnegut wypracował oryginalną formułę powieści, która rzeczywiście zapewniła mu komercyjny sukces i zwróciła na siebie uwagę krytyki.

Oceniając współczesną kulturę Vonnegut dostrzegł zapewne bezsporny fakt, że najburzliwiej rozwija się ta jej część, którą nazywa się masową. Tam też poszukał źródeł inspiracji. Zrozumiał, i pewnie pomogli mu w tym liczni w Ameryce publicyści wieszczący koniec tradycyjnie pojmowanej literatury, że powieść jest już gatunkiem bez perspektyw i bez dużych szans zyskania sobie masowego czytelnika. Toteż zrezygnował z klasycznej jej formy, z rzetelnego realizmu i solennego analizowania subtelności psychologicznych na rzecz frywolności, artystycznej dowolności, której wzorów dostarczył mu prawdopodobnie komiks. Powieści Vonneguta składają się więc z bardzo krótkich fragmentów (nie można ich chyba nazwać rozdziałami), które nieodparcie przywodzą na myśl komiksowe obrazki. Są te fragmenty albo opisami konkretnych sytuacji, albo tylko zapisem dialogów, albo refleksją narratora. Sugerują przez swoją wycinkowość, że lekturę powieści można przerwać w dowolnym miejscu. Widoczne jest to zwłaszcza w pochodzącej z 1969 roku Rzeźni numer pięć. Wszystko jest skrótowe, powierzchowne, ale jak w komiksie krzykliwe i efekciarskie. Charakterystyki postaci są jednoznaczne, wyostrzone, bardzo często podkreślone jakimś szczegółem wyglądu, ubioru - zupełnie jak w komiksie, który rysuje się zazwyczaj kreską zdecydowaną, pewną i różnicuje postaci przede wszystkim zewnętrznie, by odbiorca łatwo mógł się zorientować w czym rzecz. I podobnie jak w komiksie, w powieściach Vonneguta idzie o te, które nie są uważane za typową science fiction - nie ma rzeczy niemożliwych: pomysly fantastyczne, nieprawdopodobne, zwariowane funkcjoriują na tych samych prawach w powieściowych światach, co opisy rzeczywistości. Czyż bowiem nie jest zrodzony z komiksowej poetyki koncept, by bohatera poważnej zresztą w wymowie powieści jaką jest bez wątpienia Rzeźnia..., przenieść nagle na planetę Tralfamadorię i umieścić w tamtejszym ogrodzie zoologicznym ? Komiksowej proweniencji jest również sceneria Kociej kołyski z niedostępnym zamkiem, podziemnymi schronieniami, katastrofą lotniczą powodującą rozsypanie się potężnej skały i finałową apokalipsą. To wszystko opisane jest niezwykle wyraziście, sugestywnie, jakby autor chciał zmusić czytelnika do sporządzenia wiernego, wyobrażonego komiksu na podstawie powieści.

Spośród trzech znanych u nas książek Vonneguta tylko wydana ostatnio, a przedzielająca obie wspomniane, nie zawiera tak zwariowanych pomysłów i bliska jest tradycyjnie rozumianej powieści realistycznej. Ale także ona, jak wszystkie inne, utrzymana jest w tonie wielkiej zgrywy, totalnego wygłupu na przekór wszystkiemu, na przekór tym sprawom, które powinny nas dręczyć, budzić naszą obawę o wlasną i świata przyszlość. Vonnegut bowiem, mimo takiego tonu swojego pisarstwa, każdorazowo wypowiada się na temat żywo obchodzący wszystkich, stanowiący powód do dyskusji, obaw, uzasadnionego strachu. W swojej pierwszej powieści Player Piano (1952), opisuje dla przykładu społeczeństwo w pełni podporządkowane maszynom myślącym, rządzone przez specjalny mózg elektronowy o nazwie EPICAC XIV. Ludzie są tu tylko w gruncie rzeczy nie najbardziej potrzebnym dodatkiem i maszyny klasyfikują ich na odpowiednie grupy w zależności od intelektualnej potencji. Cały ten opis dotyczy zresztą bezpośrednio Stanów Zjednoczonych, bo tam w niedalekiej przyszłości rozgrywa się akcja Pianoli. Z kolei w The Sirens of Titan (1959) ludzie nie posiadają wolnej woli i kierowani są zdalnie przy pomocy urządzeń wszczepionych bezpośrednio do mózgów. Kocia kołyska (1963) opisuje totalną zagładę świata, którą przetrwała tylko grupka ludzi ukrytych w podziemnym schronie. Aluzje są tutaj czytelne, a to, że przyczyną zagłady jest fantastyczny preparat Lód-9, to już sprawa przyjętej przez Vonneguta poetyki. Zaś najważniejsza moim zdaniem powieść tego pisarza. Rzeźnia numer pięć, jest książką gwałtownie antywojenną, skierowaną przeciwko straszliwemu bezsensowi wojny - konkretnie II światowej, ale pisana w trakcie trwania wojny wietnamskiej posiada i do niej odniesienia (np. syn bohatera, okaleczonego psychicznie w czasie wojny, służy w formacji Zielonych Beretów i walczy w Wietnamie).

Myślę, że wyżej napisane wyjaśnia przyczyny, dla których pisarstwo Vormeguta zyskało sobie w latach sześćdziesiątych tak duży rozgłos i dlaczego jego czytelnicy rekrutowali się głównie spośród młodzieży, rozpolitykowanej wtedy i kontestującej rzeczywistość ją otaczającą. Vonnegut zaspokajał wszystkie potrzeby takiego odbiorcy: sugerował mu obcowanie z nowoczesną formalnie literaturą, dostarczał porcji wyśmienitej zabawy, a jednocześnie był w jakimś sensie również kontestatorem i krytykiem współczesnego świata. To musiało chwycić, było bowiem mieszanką doskonałą i podaną we właściwym czasie. Narrator Kociej kołyski pisze na wstępie, że człowiek, który nie potrafi zrozumieć, że użyteczna. religia może być zbudowana na kłamstwach, nie zrozumie również i tej książki. Można to potraktować jako część pisarskiego credo Vonneguta. Oprócz innych wykładni, posiada to zdanie i takie wytłumaczenie: moja literatura jest zwariowana, kłamie faktom i prawdopodobieństwu, ale może być i jest użyteczna, bo dotyczy spraw poważnych, tylko trzeba umieć do nich dotrzeć.

Taka też jest wydana po raz pierwszy w 1966 roku powieść Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater, a opublikowana właśnie u nas. Tym razem pisarz zrezygnował ze stosowania fantastycznych pomysłów i zaproponował groteskową powieść o współczesnej Ameryce. Ponieważ zaś uważa, że najważniejsze w niej są pieniądze, dlatego też uczynił je głównym bohaterem swojej powieści. Pierwsze zdanie brzmi: Jest to opowieść o ludziach, ale jej głównym bohaterem jest pewna suma pieniędzy, tak, jak pewna ilość miodu może być głównym bohaterem opowieści o pszczołach. Suma ta wynosi - bagatelka - ponad 87 milionów dolarów. Główna postacią powieści jest Eliot Rosewater, człowiek skazany na posiadanie pieniędzy i chyba głeboko z tego powodu nieszczęśliwy. Założa przez niego fundacja służy pomocą wszystkim potrzebującym, toteż Rosewater uważany jest przez faktycznie potrzebujących, a także przez naciągaczy, za świętego, dodajmy: za świętego wariata. A tylko za Wariata - przez rodzinę i ludzi ze swej sfery.

Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater jest opowieścią o człowieku, który nie mógł i nie potrafił żyć tak, jak chciał, bo był posiadaczem olbrzymiej fortuny, co obligowało go do określonych posunięć, i jest też powieścią o zakulisowych machlojkach finansowych, o ludzkiej chciwości i głupocie. Pojawia się w niej mnóstwo podpatrzonych i skarykaturowanych postaci typowych dla amerykańskiej rzeczywistości. Jest to panopyikum przerażające i śmieszne - tłum przepychający sie, by jak najbliżej dotrzeć do "Rzeki Forsy" i zaczerpnąć z niej jak najwięcej. I tylko Eliot Rosewater jest obojętny: z wyżyn posiadanej fortuny wie, że niewielki jest z pieniędzy pożytek i w finale powieści ostatecznie się od nich uwalnia, uniemożliwiając jednocześnie zawiłą intrygę przebiegłego prawnika. Mimo tego i on nie jest postacią do końca pozytywną. W świecie opisanym przez autora Kociej kołyski nie ma miejsca dla ludzi szlachetnych i nie ma szans przetrwania taki człowiek. Ten mniej więcej wniosek można wysnuć z tej książki, której ambicją było prześwietlenie istotnych mechanizmów społecznych. Pisarstwo Vonneguta nie jest pisarstwem, które Henryk Breza określa - duszoznawczym. Intymne przeżycia bohaterów, indywidualne odchylenia od psychicznej normy, subtelne analizy nie interesują Vonneguta i chyba nie posiada tej klasy talentu, by skutecznie się nimi jakkolwiek zająć. Toteż słusznie i inteligentnie opracował taką metodę uprawiania literatury, która najdoskonalej odpowiada jego indywidualnym dyspozycjom. Odnieś do niej można żartobliwą wypowiedź Eliota Rosewatera, skierowaną do pisarzy science fiction: Do diabła z utalentowanymi miniwypierdkami, którzy subtelnie opisują jeden mały fragment czyjegoś życia, podczas gdy gra idzie o całe galaktyki, eony i tryliony jeszcze nienarodzonych dusz. A więc nie ta skala, nie to pole zainteresowań. I z tego punktu widzenia bliższa jest proza Vonneguta publistyce niż literaturze, co wcale nie znaczy, że nie jest warta lektury. Tym bardziej, że autor zadbał o wyposażenie jej w wiele elementów uatrakcyjniających lekturę.

Leszek Bugajski


Kurt Vonnegut, Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater, czyli perły przed wieprze. Przełożył Lech Jęczmyk, Książka i Wiedza 1976, s. 208.


Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót