Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Śniadanie mistrzów
Anna Edsen-Tempska
"Miesięcznik literacki" 3/78, str. 130-131

Kurt Vonnegut uważany obecnie za jednego z najciekawszych pisarzy amerykańskich, długo nie doceniany, zdobył ogromną popularność wśród młodzieży studenckiej Stanów Zjednoczonych w latach sześćdziesiątych. Osią zainteresowań pisarza, znanego czytelnikowi polskiemu autora Kociej kołyski, Rzeźni numer pięć, Niech pana Bóg błogosławi panie Rosewater, była zawsze dwuznaczność cywilizacji współczesnej, ona też stanowi temat wydanej ostatnio przez PIW powieści - Śniadanie mistrzów.

Twórczość Vonneguta, wielokrotnie krytykowana za brak subtelności, zbytnią jednoznaczność kresk, jest świadomie tendencyjna, zgodna z jego temperamentem krytycznym i typem humoru. Vonnegut to pisarz pomysłów, nie poddający ich cyzelacji, nie podporządkowujący się normom: Z chwilą, gdy zrozumiałem, co uczyniło z Amerykanów tak niebezpieczny i nieszczęśliwy naród, złożony z ludzi nie mających nic wspólnego z prawdziwym życiem, postanowiłem unikać fabularyzowania. Będę pisać o życiu. Każda postać będzie równie ważna jak pozostałe. Niech inni wprowadzają porządek do chaosu, ja wprowadzę chaos do porządku (...) Nie będę więcej urządzać przedstawień kukiełkowych.

W Śniadaniu mistrzów droga różnych osób na festiwal sztuki w Midland City to tylko przetekst do opowiadania o Ameryce współczesnej. Ironiczną narrację złożoną z krótkich scen i licznych dopowiedzeń, uzupełniają rysunki autora, w których ta charakterystyczna dla niago "gruba kreska" i "zamaszyste "mniej więcej" są wyraźnie widoczne. Podobnie jak rysunek, formą dygresji są pisarskie przekroczenia ram czasowych, fantastyczne wizje z powiesci Trouta, w których niezliczone groźby zawarte we współczesności konsekwentnie doprowadza się do granic bzdury.

To, co mnie wbito do głowy, przeczy sobie nawzajem - wielką kpiną wydaje się być przewrotność cywilizacji i odpowiedzią na to może być tylko kpina pisarska. O życiu bohater powieści - pisarz Kilgore Trout - mówi: Wiem, że jest niebezpieczne i może być bardzo bolesne. Ale to nie musi znaczyć, że należy je brać serio. Ostrzegający przed chorobliwym kierunkiem postępu powinien zdawać sobie sprawę, że jest po części jak postać z książki Trouta - tańczącym błaznem. Kpina, jako metoda osiągania dystansu, obejmuje w powiści Vonneguta wszystko i zdewaluowany stwórca - pisarz - nie wyłącza z niej siebie. Mówi poprzez narratora jawnie umownego, który obserwuje pole swojego "stworzenia" przez lustrzane okulary, a lustra to dziury między wszechświatami - z innego wszechświata ogląda więc sytuacje, nad którymi, pomimo, że jest ich stwórcą, panuje tylko do pewnego stopnia.

Podobnie ograniczony jest wpływ człowieka na rzeczywistość, którą zbudował. Wyobraźnie ludzka, działająca jak koło zamachowe przy zdezelowanej maszynerii straszliwej prawdy, nie pozwal przewidzieć skutków ubocznych ingerencji w środowisko naturalne. Człowiek będąc w posiadaniu nowych środków oddziaływania, nie jest gotowy do przyjęcia odpowiedzialności. Jeden z bohaterów powieści mówi: Wydaje mi się, że każda praca, jaką dziś można dostać w Ameryce, jest formą samobójstwa.

Śniadanie mistrzów unaocznia paradoks cywilizacji, któa wbrew wielkim hasłom i reklamie - agresywnym i lepkim - daleka jest od uszczęśliwiania jednostki. Komercyjny przemysł zajęty produkowaniem coraz bardziej wymyślnych narzędzi masowego niszczenia lub okaleczania nie ma związku z codziennymi potrzebami ludzi. Nie łagodzi ostrych praw walki o byt. Choroba jest jedną z najdroższych rzeczy, na jakie może sobie pozwolić Amerykanin.

W propagandowym modelu radosnego życia nie mieści się zawieszone pytanie o sens, nierównomierny podział bogactwa, rozrastanie się dzielnic przestępczych, samobójstwa, narkotyki i lekomania - sprawy nieprzystosowania i frustracji.

Czywilizacja wynaturzyła proporcje. Człowiek coraz bardziej zagubiony, nie ma szans wobec nowej skali okrucieństwa i zachłanności. Granice błędu rozciągają się w nieskończoność. Niedokładna informacja pomnożona przez środki masowego przekazu porusz przypadkowe mechanizmy, prowokuje nieprzewidywalne reakcje.

Każda obserwacja, każdy epizod Śniadania mistrzów jest świadectwem zadziwiająco szybkiej dewaluacji, jakiej ulega wszystko, poza złotem. Tylko pieniądze zobowiązują do konkretnej rozmowy, poza tym mówi się tu rzeczy bez znaczenia, powiela schematy zdań wyuczonych z telewizji - nadużywane słowa tracą sens. Plastyk - wynalazek współczesny - może wszystko: dać imitację miłości, opakować ciało zabitego w Wietnamie żołnierza, na które czeka rodzina. "Świętość", legenda historyczna to coraz bardziej cyniczne środki manipulacji społeczeństwem.

Życie w świecie, w którym nawet Bóg nie troszczy się o ochronę przyrody, w którym budowana przez człowieka cywilizacja prowadzi do absurdu, Vonnegut porónuje do niszczącego eksperymentu. Nie demonizuje zła, jego wyobraźnia kształtowała się w czasie, o którym pisze, widzi tylko wadliwość. Coś jest "nie tak" w tej krainie obiecanej. Aby ujawnić wielką blagę, jarmarczność cywilizacji, pisarz odrzuca wszystko, co zwyczajowe - patetyczną pozę, szacunek sentymenty; w jednakowy sposób definiuje homoseksualizm i faszyzm. Rzeczywistość mieszająca wszystko jak w mikserze prowokuje, aby sprowadzić rzeczy do jednego, wspólnego mianownika.

Waga spraw zależy od płaszczyzny odniesienia - Vonnegut wielki zbiorowe emocje opisuje poprzez fizjologię, chwilową euforyczność marzeń stawia obok procesów geologicvznych. Życie jest jak polimer - mówi (Dostojewski wołał: życie jak ocean) - zawsze jest w nim jakieś "itd.", jakaś ciągłośc i powtórzenia.

Graham Greene powiedział, że jeśli lubi się Woltera, lubi się też Vonneguta. Śniadanie mistrzów jest rzeczywiście rodzajem współczesnej powiastki filozoficznej, gdzie ważna bywa niekoniecznie odkrywczość spostrzeżeń, ale ich plastyka. Ironiczny dystans wobec bohaterów, celowo podważanej fabuły, elementy autotematyzmu wynikają z ironii skierowanej na rzeczywistość pozatekstową, której postawienie pod znakiem zapytania stanowi punkt wyjścia dla tej powieści.

Gorzka kpina pisarza nie pozostawia złudzeń. Swoją książkę ddykował on kobiecie, która w czasie wielkiego kryzysu była jego pocieszycielką: ...Phoebe Hurty mogła wierzyć, że propagowany przez nią brak szacunku pomoże zbudować (...) amerykański raj. Teraz podobny brak szacunku wszedł wprawdzie w modę, ale nikt więcej nie wierzy w nowy amerykański raj. Bardzo żałuję, że nie ma już Phoebe Hurty.

Vonnegut podpisałby się chyba pod myślą swojego bohatera Trouta - humanizm i pesymizm pozwalają na przyznanie życiu jednego sensu:
Aby być
oczami
uszami
i sumieniem
Stwórcy wszechświata

- bo jest się nie tylko przedmiotem eksperymentu, ale i jego świadkiem, który powinien poznać wszystko na tyle, na ile tylko jest to możliwe, i któremu nie wolno rezygnować z oceny moralnej.

Anna Edsen Tempska

Kurt Vonnegut jr., Śniadanie mistrzów. Przełożył Lech Jęczmyk. PIW 1977, s. 267.

Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót