Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Vonnegut sprzed ćwierćwiecza
Wacław Sadkowski
"Nowe Książki" 10/78, str 55-56.

Na wstępie zastrzec się muszę, iż nie należę do entuzjastów Kurta Vonneguta. Ominęła mnie fala zachwytów nad jego twórczością i stąd być może będę nieco niesprawiedliwy dla Pianoli. Ale nawet jeśli będę niesprawiedliwy, to chyba nie do końca, bo z pewnością nie znajdzie ta książka obrońców nazbyt zapalonych. Z twórczości Vonneguta znamy już pozycje o wiele bardziej artystycznie dojrzale i nośne i mnie z kolei wypadnie przyznać rację rzecznikom jego twórczości, którzy twierdzą, że Rzeźnia nr 5 jest z pewnością jedną z najciekawszych powieści w literaturze amerykańskiej fali wojennej.

Ale oczywiście największą poczytność uzyskały powieści z gatunku science fiction, w którym Kurt Vonnegut wypracował sobie własną, bardzo mocną pozycję. Zgadzam się, że wniósł do tego gatunku ambicje znacznie dalej idące, znacznie poważniejsze niż znakomita większość przedstawicieli science fiction uprawiających zwykłe opowiadactwo z dreszczykiem osiąganym poprzez przedziwne spiętrzenia i ustopniowania naukowej grozy. Vonnegut szuka w gatunku science fiction treści znacznie bardziej ważkich - podobnie jak Lem szuka uzasadnienia dla umysłu ludzkiego i jego kierowniczej, nadzorczej roli nad automatycznymi procesami technologicznymi i nawet zarządczymi wykonywanymi przez maszyny i w wyjątkowo wyrazisty sposób przestrzega przed odczłowieczeniem cywilizacji technotronicznej jak ją się zwykło już teraz określać. Wplata też w swoje powieści z gatunku science fiction sporo aktualnych, ostrych akcentów polemiki politycznej z siłami i postawami które ciążą ujemnie nad stosunkami między narodami w świecie.

Niczego z tych zasług niespornych kwestionować nie chcę, jednakże człowiekowi, który w ogóle nie jest entuzjastą gatunku s.f. nie przychodzi tak znów łatwo zmieniać ustosunkowanie czy odniesienie do tego gatunku tylko wskutek włączenia przez Vonneguta do jego powieści typu science fiction tych ważkich treści. W końcu odczytać je można bez większego trudu w innych utworach operujących w regionach tematycznych czy w problematyce nierównie bardziej mnie osobiście odpowiadającej.

Po tych zastrzeżeniach myślę, że nie będę już pomówiony o stronniczość nazbyt daleko sięgającą, jeśli wyznam, że Pianola - jedna z najwcześniejszych książek Vonneguta, wydana po raz pierwszy w roku 1952 - niesie treści najbardziej już właściwie zbanalizowane, wtórne, dokładnie i od dawna przez literaturę wyeksplikowane, udowodnione, uzasadnione i wmontowane w nasz sposób myślenia, odczuwania świata, odnoszenia się doń. Pianola jest historią o pewnym utalentowanym zarządcy w nowej cywilizacji przemysłowej, której procesy automatyzacji produkcji i sterowania produkcją zaszły tak daleko, iż wytworzyły się właściwie jak gdyby nowe dwie klasy, niecałkiem przydatne w tym społeczeństwie - klasa żołnierzy i klasa robotników niewykwalifikowanych. Otóż powieść kreśli losy tego zdolnego zarządcy, który pod wpływem kolegi - jeszcze odeń wybitniejszego, znakomitości, uhonorowanej wszystkimi możliwymi zaszczytami w tym społeczeństwie technotronicznym - obrzydza je sobie, buntuje się przeciw niemu, schodzi do podziemia w końcu podejmuje akty terrorystyczne skierowane przeciwko temu bezdusznemu, nieludzkiemu, właściwie bezmyślnemu ładowi. Naraża go to oczywiście na utratę i pozyji i przywilejów, i całego dorobku życiowego i wreszcie żony. która jest również wytworem obyczajowości technotronicznej, jest atrakcyjnią, bezwzględną w dążeniu do uzyskania maksymalnych korzysci wynikających ze swego uplasowania społecznego, drobnomieszczką pur sang, nie umiejącą dostrzec zagrożeń wynikających dla jej człowieczeństwa z takiej organizacji świata, w jakiej bohaterowie powieści żyją. Jakież racje skłaniają bohatera powieści, inżyniera Proteusa, do tego buntu? Wlasciwie bardzo podstawowe. Prawo do fantazji, do niepodporządkowania konwenansowi obyczajowemu, do swobody życia. Dalej - poczucie skrępowania wobec ludzi, których dynamiczny rozwój technik automatyzacyjnych i technotronicznych wyeliminował z czynnego współksztaltowania życia społecznego i gospodarczego, wreszcie poczucie bezsensu zawartego w tym ustawicznym dążeniu do zdobywania i uzyskiwania, bezsensu, który zabija zarówno radość i smak, jak i cel życia - podporządkowuje to życie zdobywaniu. Nie jest to myśl ani nazbyt odkrywcza, ani też bynajmniej nie zasługuje na jakieś szczególne polemiczne riposty. Jest to prawda dość oczywista, wielokrotnie i na różne sposoby w literaturze amerykańskiej - już tej dzisiejszej, analizującej dzisiejszy, aktualny stan stosunków i trendy psychologiczno-obyczajowe w tym społeczeństwie - wyeksplikowana, wyłożona, udowodniona i przetworzona w artystyczną jakość wysokiej niekiedy próby. Pianola nie plasuje się w literaturze pięknej na pozycji nazbyt wysokiej. Jest i przegadana, i naiwna, i kompozycyjnie dość nieudolna. Natomiast, co gorsze dla powieści science fiction, jest w jakiejś mierze zdezaktualizowana. Rzecz nawet nie polega na tym, że mózgi elektronowe, które opisuje Vonnegut, są mózgami bardzo zaprzeszłych już dziś generacji, zajmują ogromne podziemne pieczary, podczas kiedy miniaturyzacja i obwody scalone, tzw. silikony doprowadziły dziś technikę elektroniczną do takich osiągnięć, że czyta się tę powieść sprzed ćwierćwiecza jak właściwie dziewiętnastowieczny nieomal utwór ukazujący naiwne wyobrażenia o przyszłości technicznej świata. W tym względzie powieść jest nawet jakimś ciekawym dokumentem obrazującym rozmach i tempo przemian, zresztą pewną ich nierównomierność, bo właściwie samochody opisane w tej książce niewiele się znów różnią od samochodów aktualnie używanych przez inżynierów z Doliny Krzemowej - jak nazywa się największe dzisiaj w Ameryce skupisko najwvżej wyspecjalizowanych zakladów elektronicznych w jednej z dolin w okolicach San Francisco w Kalifornii.

Natomiast najbardziej, jak myślę, zdezaktualizowała się ta powieść w innym planie. Przyjęła ona mianowicie za pewnik, iż rozwój tego technotronicznego społeczeństwa w kierunku całkowitej, jak gdyby zasadniczej zgody politycznej, zgody klasowej, będzie nieuchronny, że po prostu w drodze ewolucyjnego rozwoju technik znaczna część ludzi pozostanie nieprzydatna, pozostanie na marginesie uzyska niezbędne minimum dla życia wvgodniejszego, niż mieli kiedykolwiek przodkowie tych robotników i całe napięcie społeczne rodzić się będzie wyłącznie z ich frustracji, z ich poczucia zagubienia i nieprzydatności w życiu. Być może we wczesnych latach pięćdziesiątych, w okresie kiedy koniunktura gospodarcza Stanów napięta była jeszcze i rozkręcona przez kompleks militarno-przemysłowy, w okresie wojny koreańskiej i później jeszcze do początku lat siedemdziesiątych, kiedy koniunktura ta byla rozkręcana przez rozruch militarno-przemyslowy z okresu wojny wietnamskiej, takie rojenia snuć można było z mniejszym ryzykiem potknięcia się o rzeczywistość. Rzeczywistość lat siedemdziesiątych wykazała ich głęboką naiwność. Ameryka okazała się krajem bynajmniej nie wolnym od podstawowych, klasycznych chciałoby się powiedzieć, konfliktów klasowych. Recesja, która przyszła, ujawniła ostre napięcia na klasycznym tle antagonizmu między posiadającymi i wyzyskiwanymi. Co więcej, odżyły klasyczne wręcz formy walki strajkowej, odezwały się te oddziały klasy robotniczej, które bynajmniej nie na niedostatek zajęć uskarżać się mogą, ale na przeciążenie, przepracowanie w trudnych, grożących nieraz poważnym niebezpieczeństwem warunkach. Stąd przecież wielotygodniowy strajk górniczy przywodzący na myśl najbardziej właściwie ostre konflikty i walki klasowe w historii Ameryki. Co więcej, nie utrwala się i utrwalać przecież nie mogła żadna wszechogarniająca cały glob ziemski formuła społeczna, której Vonnegut przypisał znaczenie całkiem uniwersalne w swoim utworze, świat nabrzmiały, jest konfliktami, które każą myśleć o podstawach układu społecznego, o najbardziej ostrych konfliktach.

To wszystko z pola widzenia Vonnegutowt wypadło. I oczywiście nie formułuję tej pretensji po to, by bronić jakiegoś wszystkoistycznego sposobu rozumienia literatury, lecz by przez skontrastowanie tej dość naiwnej wizji z ogromem napięć i konfliktów świata współczesnego uwypuklić, jak bardzo bywa ograniczona i jak bardzo się historycznie zdezaktualizowała. Czyż więc warto czytać tę książkę i przywiązywać do niej jakąkolwiek wagę? Z pewnością tak, jeśli się ją potraktuje historycznie wlaśnie jako dokument pewnego stanu świadomości, pewnej mentalności wczesnych lat pięćdziesiątych, lat, w których w takie typowe piśmiennictwo science fiction, nastawione jednak głównie na grę z wyobraźnią czytelnika, wkroczył Vonnegut jednak z jakimiś poważniejszymi ambicjami. Nie był w tym całkiem odosobniony - Ray Bradbury czy niektórzy pisarze brytyjscy w tym samym nieomal czasie lub niewiele później z podobnymi zamiarami do literatury science fiction wkroczyli i wytworzyła się pewna odmiana właściwie literatury społecznej wykorzystującej sztafaż czy konwencję science fiction. Czytelnik zainteresowany procesem kształtowania się tego typu piśmiennictwa znajdzie w Pianoli dość mimo wszystko charakterystyczny epizod z momentu narodzin i formowania się tej nowej orientacji w tej dziedzinie literatury.


Kurt Vonnegut
PIANOLA
Tłum. z ang. W. Niepokólczycki
Warszawa 1977 KiW, 16°, s. 399,
egz. 30 tys., zł 40
820(73)-3


Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót