Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Zagłaskiwanie na śmierć
Ewa Nowacka
"Nowe Książki" 12/97, str. 28

Niegdyś urzekła mnie Rzeźnia numer 5 i Kocia kołyska Kurta Vonneguta, osobliwa mieszanina szlachetnego pacyfizmu, science-fiction, nonsensu i czarnego humoru, łącząca harmonijnie, a nawet wdzięcznie, pozornie nieprzystające do siebie elemenly pararzeczywistości literackiej. Ponadto Vonnegut z wirtuozerią posługiwał się słowem, co raczej jest wyjątkiem niż regułą. Więc krotko mówiąc, polowałam na dalsze książki tego autora w epoce, kiedy należało mieć zaprzyjaźnionego kierownika księgarni bądź kuzyna w odpowiednim wydawnictwie, by móc czytywać pożądane nowości. Potem zaniechałam owych "łowów na Vonneguta", ponieważ wydawało się, że pisarz obsesyjnie powtarza już wielokrotnie wykorzystane wątki, jakby zabłądził w autotematycznym labiryncie, a nie doczekał się Ariadny, która podałaby zbawczy kłębek nici.

Minęło sporo czasu i oto mam przed sobą dwa nowe tomy autora Kociej kołyski. Pierwszy pod intrygującym tytułem Wampetery, Foma i Granfalony przynosi przemówienia, wykłady i artykuły drukowane w różnych czasopismach od frywolnego "Playboya" poprzez nobliwy "Rotarian Magazine" po "Harpers Magazine" czytywany przez ambitniejsze panie domu. Czasopism, które Vonnegut obdarzał płodami swego pióra, jest oczywiście więcej, kto ciekawy niech zajrzy do wstępu poprzedzającego recenzowany tom.

Lektura form drobnych tudzież okolicznościowych, by rzec prawdę, nie jest porywająca. Cóż można powiedzieć rewelacyjnego. otwierając kolejny zjazd pisarzy czy kolejne spotkanie absolwentów college'u? Czy rzeczywiście czytelnik polski pochłonie z wypiekami na twarzy recenzję z nie znanej mu książki Fear and Loathing. On the Campaign Trail 72 pióra niejakiego Huntera Thompsona albo rozważania nad istotą pisarstwa Hermanna Hessego, autora raczej zapomnianego? Czy zachichocze ze złośliwą satysfakcją czytając sprawozdania ze spotkań literatów rozmaitej proweniencji (w naszym kraju takie sprawozdania nosiły niegdyś ksywkę "Jak się koleżeństwo bawiło") lub impresje z konwencji republikańskiej? A może wzruszy się tym, co powiedział Vonnegut podczas otwarcia nowej biblioteki w Wheaton College lub przyklaśnie artykulikowi promującemu zaprosiny do USA Rity Rait, radzieckiej tłumaczki literatury amerykańskiej?

Pytania są czysto retoryczne. Nie wzruszy się, nie zainteresuje, nie przyklaśnie, tylko najzwyczajniej znudzony odłoży Wampetery, Foma i Granfalony i postara się zapomnieć o straconym na lekturę czasie i o pieniądzach wydanych na ten tomik. Przypuszczam też, że w konsekwencji poczuje się jakoś oszukany przez edytora, gdyż jedynym ewentualnym odbiorcą tego wyboru poza hipotetycznym czcicielem każdego słowa napisanego przez autora Kociej kołyski jest absolwent anglistyki piszący akurat pracę seminaryjną, magisterską, doktorską (niepotrzebne skreślić) o twórczości Vonneguta. Aczkolwiek coraz więcej osób pragnie poważnie studiować język Szekspira, to nie sądzę, by były dostatecznie liczne, aby wykupić nawet nikłą część nakładu Wampeterów.

Coś podobnego można powiedzieć o drugim tomie Vonneguta, wydanym też przez "Da Capo". W dniu urodzin Wandy June to pełnokrwista sztuka dramatyczna miejscami prawdziwie genialna", jak to określił recenzent z "Cue". Genialność w tym wypadku wydaje mi się określeniem mocno na wyrost, aczkolwiek nie można odmówić autorowi pewnej zręczności w budowaniu fabuły (szczególnie przy kontaminacji wątku realnego i wątku astralnego, albowiem mieszkańcy zaświatów, jak to u Vonneguta, asystują nam stale i bywają spiritu movens różnych ludzkich poczynań). Można też pochwalić dialog w partiach narracyjnych, gdzie autor przestaje być dramaturgiem i staje się znowu powieściopisarzem, a także charakterystyczny dla Vonneguta rodzaj czarnego humoru.

W sumie sztuka o powrocie po ośmiu długich latach Harolda Ryana do swojej Penelopy i syna Paula waha się między bulwarową komedią (perypetie uczuciowo-łóżkowe bohaterów) a tak zwaną tworczością zaangażowaną, będącą protestem przeciw okrucieństwu, przemocy i wojnie jako takiej. W warstwie ideowej głównymi protagonistami są ów Harold Ryan, ongi najmłodszy żołnierz w Międzynarodowej Brygadzie imienia Abrahama Lincolna w Hiszpanii, potem komandos wspierający jugosłowiańskich partyzantów podczas drugiej wojny światowej, specjalista od duszenia struną fortepianową i wirtuoz podrzynania gardeł nożem, prywatnie miłośnik afrykańskich safari: jego zaś przeciwnikiem jest major Siegfried von Konigsvald zwany "Bestią Jugosławii". Harold żyje jak najbardziej, za to von Konigsivald komentuje wspomnienia i teraźniejszość z zaświatow, gdzie przebywa w raju razem z innymi zbawionymi, wśród których jest tytułowa Wanda June, mała dziewczynka zabita przez samochód w chwili, gdy kupowała porcję lodów w dniu swoich urodzin.

Nie podejmuję się oceniać koncepcji zaświatów Kurta Vonneguta tudzież koncepcji winy i kary, którą autor pozostawia tylko ludzkim osądom i ludzkiemu poczuciu sprawiedliwości, lecz jak się już rzekło te treści są wmiksowane w bulwarowo brzmiący wątek niewiernej Penelopy i z lekka operetkowego Ryana - Odyseusza. Ponadto sztuki dramatyczne nie są do czytania, tekst napisany dla sceny nalezy odbierać w teatrze, chyba że się jest kierownikiem literackim lub teatrologiem. Ta lektura w czytaniu najzwyczajniej męczy i nudzi, tyle że irytacja jest bardziej umiarkowana niż przy studiowaniu wyboru przemówień i artykulów Vonnegta.

Szkoda rzetelnej pracy tłumaczy, Danuty Dowjat (Wampetery...) i Jolanty Kozak (W dniu urodzin Wandy June), gdyż magia znanego nazwiska nie pokryje tego, co mieści się miedzy okładkami obu tomow. Z somnambuliczną pewnością prorokuję że niebawem ujrzę je w koszach z przecenioną książką ("każdy tom po 50 groszy"). A i to nie sprawi, że znajdą czytelników.

Na koniec krzepiąca refleksja. Po przeczytaniu Wampeterow... dochodzę do wniosku, że wcale nie gorsze przemowienia (zwane ongi wystąpieniani) wygłasza się podczas podobnych okazji w Polsce. Słuchałam wielu i wiem, co mówię. Można mi wierzyć na słowo, bez konieczności czytania tego, co był łaskaw powiedzieć Kurt Vonnegut z kolejnej kongresowej, czy estradowej trybuny. Publikowanie zaś tego rodzaju pozycji jest klasycznym przykładem zagłaskiwania na śmierć cenionego przez odbiorców autora. Może lepiej było okazać krytycyzm i nie wprowadzać na rynek tomów, które nnie przysporzą Vonnegutowi wielbicieli. Raczej wręcz przeciwnie.




Kurt Vonnegut
WAMPETERY.FOMA I GRANFALONY
/ przekł. z ang.. Danuta Dowjat. - Warszawa:
"Da Capo", 1997. - 253 s. :" 19 cm.
- (DziełaWybrane)
820(73) 1

W DNIU URODZIN WANDY JUNE
/ przeł. z. ang. Jolanta Kozak. - Warszawa :
"Da Capo", 1997. - 191 s. ; 19 cm.
- (Dzieła Wybrane)
820(73)-2


Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.

Strona Główna   Powrót