Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Kilgore Trout oglšda œwiat. O powieœciach Kurta Vonneguta

ROZDZIAŁ II.
CHOLERNIE CHCIAŁO MI SIĘ ŚMIAĆ - POWIEDZIAŁ, NAWET SIĘ NIE UŚMIECHAJĄC18 - JAKI ŚWIAT WIDZI KILGORE TROUT?

Kilgore Trout nieśmiało wkracza w życie bohaterów powieści Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater19. To utwór, w którym główną postacią Vonnegut uczynił Eliota Rosewatera, dziedzica wielkiej fortuny Rosewaterów, zdobytej nie dzięki ciężkiej pracy, ale dzięki sprytowi, podstępności i bezwzględności.

Podobnie jak wiele słynnych amerykańskich fortun, bogactwo Rosewaterów zapoczątkował pozbawiony humoru, cierpiący na zatwardzenie protestancki kmiotek, który podczas Wojny Secesyjnej został spekulantem i łapówkarzem (...) Tak doszło do tego, że w rękach garstki zachłannych obywateli znalazło się wszystko, co w Ameryce warte było posiadania.20

Eliot Rosewater, choć bogacz i arystokrata, nie może się pogodzić z takim stanem rzeczy, tym bardziej, że w jego świadomości istnieje nie kto inny, tylko Kilgore Trout, człowiek mający wielki wpływ na ludzi, człowiek, który nie chce wykorzystywać swej mocy, a jednak ją posiada i dzięki niej nieświadomie wpływa na działanie i postępowanie innych. Ten zaniedbany i zalękniony mężczyzna, który swoje opowiadania i powieści wydaje w czasopismach pornograficznych, nie oczekując nawet honorarium, jest jedyną istotą, która może doprowadzić Eliota Roswatera do zmiany swych postanowień, do nawrócenia się.

Cóż takiego karygodnego czyni Eliot, by w jego życie miał wkraczać Trout? Otóż, buntuje się przeciwko egoizmowi swej klasy, wyjeżdża do małej miejscowości w okręgu Rosewater, zaszywa się na posterunku straży pożarnej i prowadzi działalność z ramienia charytatywnej Fundacji Rosewaterów. Onegdaj owa Fundacja została założona, by pieniądze nie dostały się w ręce poborców podatkowych:

Została nazwana fundacją, aby nie mogli się do niej dostać poborcy podatkowi oraz inni drapieżcy nie noszący nazwiska Rosewater.21

Eliot rozumie dosłownie znaczenie słowa fundacja, która jemu kojarzy się jednoznacznie z działalnością charytatywną. On rzeczywiście pomaga ludziom, zarówno duchowo, jak i finansowo. Naraża się tym na pogardę swojej klasy, na podejrzenia o szaleństwo. Otóż, przedstawiciel reprezentujących fundację prawników, Norman Mushari, próbuje dowieść jego niepoczytalności, by móc przejąć choć część fortuny. W dokumencie o dziedziczeniu majątku jest bowiem zawarta klauzula mówiąca, że dziedzicem może być jedynie osoba o zdrowych zmysłach:

Szczególnie rozpaliła jego wyobraźnię część statutu wymagająca natychmiastowego odwołania każdego członka zarządu, który zostanie uznany za niepoczytalnego.22

By uchronić fortunę od zatracenia, przy czym zupełnie nie chodzi tu o ratowanie człowieka, rodzina pod przewodnictwem senatora, ojca Eliota, szuka środków zaradczych. Senator sprowadza Trouta, który jest jedyną osobą zdolną do uzdrowienia Eliota. Tylko on mógł nakazać bohaterowi zmianę postępowania. Tylko on potrafił wymyślić wytłumaczenie nienormalnego zachowania pana Rosewatera:

Był to najdoskonalszy eksperyment społeczny naszych czasów (...) Problem polega na tym, jak kochać ludzi niepotrzebnych23

Fizycznie Trout pojawia się dopiero w końcowych scenach, ale cały czas jest on obecny w świadomości Eliota. To jedyny człowiek przez niego szanowany i ceniony, nie licząc oczywiście osób, którym Rosewater pomagał. Ponadto narrator raz po raz przytacza fragmenty książek tego dziwnego autora utworów fantastyczno - naukowych (Wenus na połówce muszli, 2BR02B, Pierwszy okręgowy sąd podziękowań, Pangalaktyczna trzydniowa przepustka ...) Narracja jest tak sugestywna, że Trout jest nie tylko cały czas obecny w umyśle Eliota, ale także czytelnika, który patrzy na świat jego oczami, przez pryzmat jego, często ironicznych, a nawet sarkastycznych sądów i opinii.

Cóż zatem widzimy?

Szalony świat, oparty na obłudzie, fałszu, zakłamaniu, bezdusznej klasowości społecznej, chciwości, znieczulicy na ludzkie cierpienie. Jest to świat szalony, bo uznaje dobroczyńcę Eliota za niepoczytalnego, gdyż rozdaje on swój majątek potrzebującym, nie zostawia potomka, dziedzica fortuny, nie żyje w zgodzie z normami moralnymi przewidzianymi dla właścicieli wielkich fortun.

Przez takie ukazanie rzeczywistości Vonnegut zdaje się burzyć wszelkie mity dotyczące Ameryki, która miała być rajem na Ziemi, państwem demokracji, w którym każdy może być szczęśliwy. Refleksja jest jednak bardzo brutalna, a ową brutalność i zakłamanie zdaje się dostrzegać jedynie Trout. Jego wiedza o świecie, czasem ironia, czasem melancholia, fantastyka i rzeczywistość 24 dociera do nas w skrawkach powieści cytowanych bądź omawianych przez narratora. Książki te, o czym już wspominałam, sprzedawane są razem z pismami pornograficznymi. W Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater mamy wyjaśnienie takiej sytuacji:

Nie rozumiał, że to, co łączy Trouta z pornografią, to nie jest seks, a nieosiągalne marzenie o świecie, w którym wszystkie pragnienia zostaną spełnione.25

Ma to zatem wymiar symboliczny i ukazuje nagą prawdę rzeczywistości, którą Kilgore Trout odkrywa. Kto wie, czy refleksja o szalonym świecie, prezentowana w jego opowiadaniach, nie jest bardziej obsceniczna, aniżeli akty płatnej miłości oferowane w pornograficznych broszurach.

W inetrpretacji kolejnego opowiadania Trouta, 2BR02B, wystarczy rozszyfrować tytuł, który brzmi po prostu To be or not to be. Jest to słynne Hamletowskie pytanie o wymiarze egzystencjalnym. To intertekstualny dialog z determinacją duńskiego królewicza, który dla odkrycia prawdy poświęcił aż 6 istnień ludzkich. Jego dążenie do prawdy spowodowało, że przestał myśleć logicznie, udawał szaleńca, chyba był nim naprawdę, a zemsta stała się celem jego życia. Celem życia Eliota Rosewatera były działania filantropijne. W imię czynienia dobra był gotów przyznać się do niepoczytalności, zdecydował się rozdać swój majątek rzekomym swoim potomkom z okręgu Rosewater, w liczbie 57:

Polecam panu zatem przygotować bezzwłocznie dokumenty, uznające za moje wszystkie dzieci z obszaru okręgu Rosewater, których matki oświadczyły, że są moje. Niech mają pełne prawa do dziedziczenia jako moi synowie i córki.26

Tym ostatnim uczynkiem zdecydowanie ukazał realizację swego buntu przeciwko zakłamanym przedstawicielom swojej klasy społecznej. Wybrał, nie bez wpływu i inspiracji Trouta, Hamletowskie nie - bycie bogaczem, nie - bycie bezużytecznym członkiem społeczeństwa arystokracji. Wybrał bycie, może szaleńcem, ale użytecznym społecznie, a ponadto błogosławionym przez jednostki, którym pomógł.

Intertekstualny dialog z Hamletem widać także wtedy, gdy Eliot pisze list do żony. Okazuje się, że jego Pełne niedorzeczności postępowanie spowodowane jest przekonaniem mimo wszystko o celowości działania.27 We wspomnianym liście Rosewater identyfikuje się z Hamletem, ale dostrzega niezborność swych poczynań:

Droga Ofelio! (...)

<>Duch ojca powiedział mu jasno, co ma robić, podczas gdy ja działam bez żadnych wskazówek28

Równie sceptyczne, ironiczne, a nawet cyniczne oglądanie świata przez Troute`a ukazane zostało w kolejnym utworze Vonneguta - Śniadanie mistrzów, wydanym w 1973 roku. Pełny tytuł tekstu brzmi: Śniadanie mistrzów, czyli - żegnaj czarny poniedziałku. Powieść ta atakuje czytelnika ogromem cynizmu i gorzkiej ironii: Pierwsze strony powieści bezlitośnie piętnują amerykańskie zakłamanie, fałszywą dumę i głupotę. Tak naprawdę nie jest to książka antyamerykańska. To książka antyludzka. Na miejscu Ameryki śmiało mógł się znaleźć każdy inny kraj (...)29. Po raz pierwszy bohaterem jest tu Kilgore Trout, który ma się spotkać z drugim bohaterem, Dwaynem Hooverem, na festiwalu sztuki w Midland City w 1972 roku. Trout został tam zaproszony przez Hoovera na polecenie Eliota Rosewatera, bohatera omawianej wcześniej powieści. Sfrustrowany pisarz fantastyczno - naukowych utworów wywarł ogromny wpływa na życie bogatego sprzedawcy cadilaców książką Teraz można to ujawnić.

Książka nie została napisana specjalnie dla Hoovera. Książka zwracała się do wszystkich, którzy ją otwierali. Mówiła po prostu każdemu: Hej, wiesz co? Jesteś jedyną istotą, która ma wolną wolę. I co ty na to?30

Droga jednak różnych osób na festiwal sztuki w Midland City to tylko pretekst do opowiadania o Ameryce współczesnej31 Taką właśnie Amerykę, lub każdy inny kraj, ogląda Trout, który, aczkolwiek niechętnie, zmierza do centrum kultury na zaproszenie Freda T. Barry`ego. Sfrustrowany pisarz powieści science fiction widzi zatem kraj, w którym:

System amerykański polega na tym, że każdy zgarnia, ile się da i trzyma. Niektórzy Amerykanie mieli dryg do zagarniania i trzymania i ci byli fantastycznie bogaci. Inni mieli guzik z pętelką.32

Ponadto Ameryka to kraj przemocy, kraj, w którym każdy może mieć rewolwer, oferowany do kupienia w najbliższym sklepie żelaznym i każdy może zrobić z niego użytek, czyli dziurę w ludziach - przestępca w ofierze, policjant w przestępcy, a nawet zdenerwowana żona w mężu.

Ameryka, lub każdy inny kraj, zdominowany jest przez media i reklamy, które wdzierają się bezpardonowo w ludzką podświadomość:

Dowiedział się o ubezpieczeniu za groszowe składki (...), jak zwalczyć zatwardzenie (...). Proponowano mu roślinę, która przyciąga i pożera owady (...). Wszystko to pamięć Hoovera magazynowała, na wypadek, gdyby kiedyś tego potrzebował.33

Ludzie chętnie kupują tu szkodliwe związki chemiczne, by zjadać, wdychać, albo wstrzykiwać sobie do żył.34 Narkomania, lekomania szerzy się wśród ludzi, którzy próbują w ten sposób upiększyć sobie życie w brudnych mieszkaniach. Obecne społeczeństwo nieustannie zatruwa otoczenie i środowisko powodując skażenie. Zupełnie nie martwi się o to, że przyspiesza tym samym śmierć planety, na której żyją, jeszcze, Ziemianie.

Oczyszczalnia zakładów Barytron (...) kosztowała masę pieniędzy. W rzeczywistości była to kupa byle jak połączonego złomu (...) prowadzącego bezpośrednio z zakładów do Słodkiego Potoku35

Taki świat jawi się Kilgore`owi Troutowi, który jednak obdarowany został przez narratora, poza nic niewartym życiem, żelazną wolą życia. Sprzeczność ta unaocznia paradoks cywilizacji, która wbrew wszelkim hasłom i reklamie - agresywnym i lepkim - daleka jest od uszczęśliwiania jednostki, a choroba jest jedną z najdroższych rzeczy, na jakie może sobie pozwolić Amerykanin.36

W Śniadaniu mistrzów znajdziemy o wiele więcej paradoksów, cały bowiem tekst jest nimi usiany. U ich podłoża leży chyba przekonanie, że największym paradoksem wszechświata jest człowiek i jego życie, składające się z nieustannych sprzeczności. Oto książki Trouta, niezwykle ciekawe, o wysokim poziomie, zawierające głębię moralną i etyczną, sprzedawane są z najniżej cenionymi, perwersyjnymi pismami pornograficznymi. Oto Ameryka, kraj zmitologizowany, kraj, gdzie kwitnie wolność człowieka, wynikająca z szeroko pojmowanej demokracji, ukazuje się jako źródło wszelkiej demoralizacji, jako siedlisko zła, obłudy, narkomanii, homoseksualizmu, wyzysku, zachłanności.... Ową paradoksalność życia podkreśla Vonnegut stosując oksymorony. Kaganiec wolności utworzył rząd składający się z rozbójników morskich, a z pieprzenia się powstawały dzieci.37 To dość brutalne połączenie czegoś o najwyższej wartości z elementami o nacechowaniu pejoratywnym. Można tu krytykować autora o brukanie tego, co wspaniałe, o zrzucanie do rynsztoka rzeczy niemalże świętych. Ale to nie Vonnegut bruka świętość. Robi to człowiek uwikłany w zdemoralizowaną rzeczywistość. Czyni to, bo nie potrafi inaczej, gdyż jest probówką z tablicą Mendelejewa w środku, ze zdecydowaną przewagą pierwiastków wywołujących egoizm, chciwość, nienawiść. To powoduje swoiste schorzenie umysłowe maszyny zwanej człowiekiem, schorzenie, którego nie da się uleczyć, bo jego przyczyny leżą w czwartym wymiarze i trójwymiarowi ziemscy lekarze nie potrafią ich sobie nawet wyobrazić.38 Przeciwko tak zdegenerowanemu światu próbuje się przeciwstawić Kilgore Trout. Oto zjawia się w końcu w Midland City w podartym ubraniu, brudny, oblepiony od krwi, bowiem został pobity, okradziony i wielokrotnie upokorzony.

Obraz Trouta w lusterku był tak wstrząsający, jak tego pragnął. Nie mył się od czasu, kiedy go sponiewierał gang z Plutona. Miał zapiekłą krew na jednym uchu i pod lewą dziurką od nosa, na ramieniu marynarki psie łajno.39

Chyba jednak tak właśnie chciał wyglądać. Było to oznaką buntu przeciwko wszelkim maskom, jakie zakładają na siebie ludzie poprzez sposób ubierania się, poprzez funkcje, jakie pełnią w życiu. Trout w czasie podróży na festiwal sztuk wiele przeżył, spotkał wielu ludzi, którzy nie zawsze byli dla niego mili i przyjaźnie nastawieni. Tylko nieliczni wyświadczali mu przysługi. Czyż zatem człowiek doświadczony przez drugiego człowieka może nienagannie się prezentować? Wydaje się, że wygląd Kilgore`a Trouta odkrywał nagą prawdę jego przeżyć i był odpowiedzią na to, czego doświadczył. W rzeczywistości na festiwalu pojawił się jako niezwykle groteskowa postać, która właściwie na nikim nie zrobiła wrażenia. Ale czyż w tak zdegenerowanym świecie cokolwiek może jeszcze budzić zdziwienie i oburzenie? Skoro nikogo nie oburza już masowe morderstwo, nagminne zatruwanie otoczenia, narkomania na szeroką skalę, to kogo może szokować wkroczenie do eleganckiego hotelu brudnego, zakrwawionego Trouta w plastykowych powłokach na nogach, pochodzących z brodzenia w Złotym Potoku zanieczyszczonym przez odpady Barytronu.

Mimo wszystko jednak ten człowiek zachował swoje człowieczeństwo, nie uległ zbiorowej degeneracji:

Sytuacja Trouta jako maszyny była skomplikowana, tragiczna i śmiechu godna. Ale jego święta część, jego świadomość pozostawała niewzruszonym pasmem światła.40

Vonnegut podzielił zatem jego jestestwo na profanum - rzeczywiście sprofanowane przez trudy dalekiej podróży oraz na sacrum - wnętrze, duszę, która nadal spoglądała w świat, jakby był on zupełnie inną planetą. Nadal potrafił on trzeźwo oglądać świat i oceniać go, może nieco ironicznie, może nawet cynicznie, ale wydaje się, że prawdziwie. Ten trafny ogląd świata ukazywał sfrustrowany pisarz w swych opowiadaniach i powieściach nieustannie streszczanych, omawianych i cytowanych na kartach Śniadania mistrzów przez narratora. To właśnie tam możemy odczytać bogate wnętrze bohatera, jego moralność, sceptycyzm, dokonywanie swoistych uogólnień o doświadczanej rzeczywistości. Jego trzeźwy ogląd świata jest ponadczasowy, bo prawdy przez niego wypowiadane są stale aktualne i zmuszają czytelnika do głębszych refleksji.

Potwory, o których mówią, nie zasypiały nigdy. Zamieszkiwały w naszych głowach. Były to panosząca się żądza złota i, Boże zlituj się, oglądanie dziewczyńskich majtek. (...) Dzięki temu dowiedzieliśmy się, iż człowiek może uwierzyć we wszystko i powodowany swoją wiarą zachowywać się fanatycznie, obojętnie, czego ta wiara dotyczy.41

W tym stwierdzeniu wygłoszonym podczas przemówienia w roku 1979, kiedy Trout otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny, kryje się głęboka prawda o człowieku, którym rządzi władza i seks. Ponadto człowiek jest przedziwnym stworzeniem ulegającym magii idei, dla której zrobi wszystko.

Nie wiedział, że pewne idee są dla ludzi równie niebezpieczne, jak dżuma i cholera.42

Śniadanie mistrzów to powieść niezwykła i, według mnie, fenomenalna. Vonnegut zaprezentował w niej swój sceptycyzm dotyczący mitów o Ameryce, jako raju dla wszystkich, streścił wiele książek Trouta, by ukazać filozoficzne podejście do przeżywanej rzeczywistości, ujął człowieka w schemacie maszyny, probówki ze wszystkimi pierwiastkami, reagującej typowo chemicznie na docierające bodźce.

Epizodyczną postacią jest Kilgore Trout w Recydywiście43 z 1979 roku. To więzień polityczny Federalnego Zakładu Poprawczego dla Dorosłych Niższego Stopnia Zagrożenia Społecznego. Występuje on tam jako Bob Fender, główny urzędnik więziennego magazynu, który jest przyjaźnie nastawiony do wszystkich. Powieść jednak zaczyna się od słów:

Zgadza się - Kilgore Trout powrócił. Nie powiodło mu się w szerokim świecie. To żaden dyshonor. Wielu porządnym ludziom nie wiedzie się w szerokim świecie.44

Marginalność tej postaci w powieści jest zatem chyba jedynie grą, w którą należy zagrać z narratorem i wyświetlić wszelkie możliwe znaczenia tego faktu.

Bohaterem i narratorem utworu jest Walter Starbuck, który odsiaduje wyrok w wymienionym zakładzie prewencyjnym. Właśnie wychodzi na wolność i wspomina swoje życie biednego chłopaka, który dzięki wielkoduszności swego opiekuna, Aleksandra Hamiltona McCone`a, zasilił szeregi Harwardczyków i mógł zrobić karierę w świecie wielkiej polityki. Podróżując w czasie ze Starbuckiem czytelnik po raz kolejny ma możliwość oglądania Ameryki lat siedemdziesiątych i wcześniejszych. A Trout? On, pisząc swą kolejną powieść pod pseudonimem Francka X. Barlowa, bohaterem jej czyni byłego sędziego z planety Vicuna, który opuścił swe ciało i jego dusza dryfuje we wszechświecie w poszukiwaniu nowego ciała. W końcu trafia na Ziemię i przez ucho wnika w materię Starbucka. Od tego momentu przez cały czas towarzyszy czytelnikowi i Starbuckowi w przechodzeniu poszczególnych etapów życia, ale cały czas sterowany jest przez Trouta, bo to przecież jego wytwór fantazji.

Starbuck wychodzi z więzienia nie mając w zasadzie żadnych środków do życia. Otrzymuje jedynie kilka bezinteresownych aktów pomocy od przypadkowo poznanych osób, którzy są dla niego mili nie dla jego wyglądu. Nosi przecież wytarty garnitur, a i jego fizjonomia nie przedstawia się zadowalająco. Spędził przecież wiele lat w więzieniu, a tam nie było możliwości do pielęgnowania swojego ciała. Oto szofer limuzyny, wiozący bogaczy z RAMJAC, Cleveland Lawes bezinteresownie podwozi Waltera do miasta, Israel Edel, recepcjonista ze świetnego niegdyś hotelu Arapahoe, był dla niego szczególnie miły, Frank Ubriaco, właściciel baru hotelu Royalton, również wykazał swą naturalną dobroć w stosunku do innych mieszkańców planety. Wspomnienie powyżej wymienionych osób jest zasadne w zestawieniu z korporacją RAMJAC, która stała się właścicielem wszelkich działalności gospodarczych w Ameryce. Wszyscy oni staną się wkrótce prezesami tej korporacji, jako jedyni ludzie, którzy zasługują na to stanowisko, gdyż charakteryzują się naturalną dobrocią, bez interesownych dążeń. Właścicielką wspomnianej korporacji jest pani Jakubowa Graham, której nikt nigdy nie widział. Ową najbogatszą kobietą kraju okazuje się być Mary Kathleen O`Looney, była ukochana Starbucka, którą ten spotyka jako kloszardkę i ofiarowuje jej, także bezinteresownie, odrobinę ciepła drugiego człowieka. Ukrywa się ona w ten sposób przed brutalnym światem, w którym nie ma miejsca na ludzkie uczucia, panuje jedynie wszechogarniająca żądza władzy i pieniędzy. Wszyscy polują na jej dłonie, by zyskać cenne odciski palców, które staną się kluczem do fortuny i władzy:

Zdobywcy dłoni Mary Kathleen wystarczyłoby je po prostu zamarynować, wyrzucając resztę ciała na śmietnik, po czym mógłby sterować korporacją RAMJAC, posługując się tylko i wyłącznie odciskami jej palców. (...) Na tej planecie, gdzie pieniądze znaczą więcej niż cokolwiek innego, nawet najsympatyczniejszemu człowiekowi mogłoby w pewnej chwili przyjść do głowy, że ukręcając łeb Mary Kathleen zapewni dobrobyt swym najbliższym.45

Spotkanie Starbucka z dawną miłością odkrywa także inne bolesne prawdy dotyczące systemu działającego w Ameryce, tej rzekomej krainie szczęśliwości.

Takich jak ona było w całym kraju dziesiątki tysięcy. Wielka machina gospodarcza produkowała ich całe obszarpane legiony, najzupełniej i bez określonego celu. Inny sektor tej całej machiny wypluwał ustawicznie dziesięcioletnich morderców bez szans na resocjalizację, diabły z piekła narkotyków, sadystów katujących dzieci i szereg innych nieprzyjemnych obiektów.46

Okazuje się znowu, że ten bajeczny świat nie jest wcale taki doskonały. Klasa rządzących arystokratów i bogaczy ubranych w drogie garnitury, stołujących się w najdroższych restauracjach, to jedynie garstka tych, którym w odpowiednim momencie udało się podstawić wiadro w odpowiednim miejscu zakola rzeki pieniędzy. Ci właśnie bezduszni piętnują niższych sobie, choćby nawet dzięki bogatym mentorom, udało im się zdobyć drogie harwardzkie wykształcenie. Przykładem może być właśnie główny bohater, który jest synem służących McCone`a i dzięki jego protekcji i pieniądzom może realizować swe marzenia. Chce zrobić karierę polityczną. Kim jednak zostaje? Specjalnym Doradcą Prezydenta Do Spraw Młodzieży w Białym Domu prezydenta Nixona. To stanowisko nie miało żadnego znaczenia, było jedynie wymuszoną grzecznością w stosunku do osoby, która studiowała na Harwardzie i dzięki temu należy jej stworzyć stanowisko pracy.

Właściwie wcale nie musiałem przychodzić do pracy i spędziłbym te lata z większym pożytkiem pomagając mojej biednej żonie (...) Wynikające z moich materiałów wnioski zmieniały się przez lata tak nieznacznie, że mogłem śmiało i w nieskończoność wysyłać jeden i ten sam telegram.47

Tak oto, krok po kroku, epizod po epizodzie, Walter Starbuck z duszą sędziego z Vicuny, wymyślonego z kolei przez Kilgore`a Trouta, burzy mit szczęśliwej Ameryki. Ugruntowuje czytelnika w przekonaniu, że to jedynie bajka, w której wszystko zdarzyć się może. Ten świat jest jedynie fikcją, w której nie odróżnia się białych kołnierzyków klasy arystokratów od białych kołnierzyków zakładu prewencyjnego. Z odległego wszechświata nie widać przecież marki i firmy produkującej owe kołnierzyki, a ład i porządek, doskonałość i perfekcja działania wygląda tak samo. Nic więc dziwnego, że czytelnikowi współczesnemu, przyzwyczajonemu do obrazu Ameryki - raju, Ameryki - kraju spełnionych marzeń, po lekturze Vonneguta cholernie chce się śmiać, ale śmiać sarakatycznie, ironicznie. Okazuje się bowiem, że ten wyidealizowany świat marzeń to brutalny ring, na którym wszystkie chwyty są dozwolone, byle tylko zdobyć władzę i pieniądze, byle tylko spełnić swe osobiste, jakże egoistyczne zachcianki.

Kilgore Torut wkroczył także w życie Billy'ego Pilgrima, bohatera Rzeźni numer 5, najpopularniejszej i najbardziej znanej powieści Vonneguta. Tekst ten jest niezwykle dziwną relacją, wspomnieniem, odtworzeniem pojedynczych epizodów z okresu II wojny światowej. Dotyczy przede wszystkim bombardowania Drezna w 1945 roku. To przeżycie, kiedy bohater ukrywał się w starej rzeźni, przerobionej na fabrykę syropu dla kobiet w ciąży, wpłynęło na całe powojenne istnienie nie tylko Billy`ego, ale też narratora, a także autora. Świat okazał się bezsensowny, ukazywany jedynie fragmentarycznie, co mocno akcentuje struktura narracyjna, tekst bowiem podzielony jest na krótkie epizody, łączone niemal chaotycznie, bezładnie. Tym bardziej, że Billy Pilgrim, dzięki swemu pobytowi na Tralfamadorii, gdzie czas nie ma żadnego znaczenia, przenosi się zupełnie nieoczekiwanie do różnych okresów swego życia.

Billy Pilgrim wypadł z czasu. Zasnął jako podstarzały wdowiec, a obudził się w dniu swego ślubu. Wszedł w drzwi w roku 1955, a wyszedł drzwiami w roku 1941. Wrócił przez te same drzwi, aby znaleźć się w roku 1963.48

Dzięki temu może on oglądać różne epizody wielokrotnie, dlatego też w specyficzny sposób podchodzi do śmierci, zarówno jednostkowej, jak i masowej. Każdy przypadek zgonu, naturalnego czy tragicznego, nieoczekiwanego, kwitowany jest jednym stwierdzeniem: zdarza się.

Najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyłem się na Trlfamadorii, było to, że śmierć jest tylko złudzeniem. Człowiek żyje nadal w przyszłości, tak więc głupotą jest płakać na pogrzebie.49

Narrator, który pojechał do swego przyjaciela z czasów wojny, nieustannie dyskredytuje wszelkie konflikty zbrojne, przeplatając swe moralne rozważania ukazywaniem pojedynczych epizodów z życia Billy`ego Pilgrima, który dorobił się fortuny w branży optycznej, kochającej żony i dwojga dzieci. Nie mógł jednak w pełni korzystać ze swego szczęścia, bo nieustannie wędrował w czasie. Nigdy nie wiedział, w którym roku się obudzi. Mógł leżeć z żoną w łóżku po uroczystości ślubnej swej córki, a za chwilę wędrować jako jeniec w Dreźnie, lub gnieść się w wagonie towarowym z setką innych więźniów dzielących jego los.

Billy Pilgrim pierwszy raz zetknął się z Kilgore`m Troutem, kiedy przebywał w szpitalu, do którego sam się zgłosił, podobnie jak i inni pacjenci - Zgłosili się dobrowolnie, zaniepokojeni stanem spraw na świecie.50 Lekarze uważali, że Billy dostaje fioła, a obok niego znalazł się kapitan piechoty, Eliot Rosewater, który miał już dość pijaństwa. Ów Eliot był miłośnikiem powieści Kilgore`a Trouta i zaraził tą miłością Pilgrima. Ta triada bohaterów ma szczególne znaczenie. Wszyscy oni są jednostkami o ogromnym ładunku uczuciowym, głębokiej moralności, jednostkami, które nie mogą pogodzić się z szalonymi warunkami świata, w którym przyszło im żyć:

Dla nich obu życie straciło sens, częściowo przynajmniej z powodu tego, co zobaczyli na wojnie. (...) Teraz obaj usiłowali na nowo odnaleźć siebie i swoje miejsce w świecie. Fantastyka naukowa była im w tym wielką pomocą.51

Tu znów natykamy się na sposób widzenia świata oczami Kilgore`a Trouta, który jawi się przez pryzmat swoich powieści, tak chętnie czytanych przez Rosewatera, a także teraz już Pilgrima. Znów burzy on, demaskuje i deprecjonuje odwieczne prawdy moralne, które błędnie interpretowane są przez potomnych i potomnych, i potomnych....

(...) zamiarem Ewangelii było między innymi nauczenie ludzi miłosierdzia, nawet dla najnędzniejszych z nędznych. Tymczasem wymowa Ewangelii była taka: Zanim kogoś zabijecie, upewnijcie się, że nie ma on zbyt mocnych pleców. Zdarza się i tak.52

Nowa Ewangelia dana Ziemianom w powieści Truota Ewangelia z Kosmosu dokonuje przewartościowania istniejących dogmatów wiary. Tu pojmowanie religii zdaje się bardziej odpowiadać aktualnym warunkom współczesnego życia:

Jezus był w niej naprawdę nikim i stał ością w gardle wielu facetów, którzy mieli znacznie lepsze plecy niż on.(...) I powiedział Bóg, że od tej chwili będzie karał okrutnie każdego, kto spróbuje znęcać się nad jakimś biedakiem, który nie ma pleców.53

Taki właśnie obraz życia widzi Trout, a także obdarzony sumieniem, w świecie bez sumienia, Billy Pilgrim, który doznał wielu okrucieństw ziemskiego świata. Jest to dla niego tym bardziej bolesne, że miał możliwość doświadczyć pokojowej i sprawiedliwej atmosfery Tralfamadorii. Po takiej konfrontacji, mocno przypominającej świat przedstawiony utworów Kilgore`a Trouta, Billy dochodzi do jednoznacznego wniosku:

Ziemianie są postrachem Wszechświata. Jeśli na razie nie zagrażają jeszcze innym planetom, to wkrótce do tego dojdzie.54

Billy Pilgrim spotkał pewnego razu Trouta w Ilium, jadąc swym Cadillakiem, kiedy ten przemawiał do roznosicieli gazet, w momencie gdy jeden z chłopców rzucił właśnie pracę i Trout sam musiał rozwieźć prasę. W tym chętnie pomógł mu Billy, fascynat powieści fantastycznych. Dzięki temu spotkaniu Trout znalazł się na przyjęciu z okazji 18 rocznicy ślubu Billy`ego. Kiedy na owym przyjęciu Billy czuł się dziwnie ze względu na fałdy czasu, w które wpadał, jedyną osobą potrafiącą go zrozumieć, był właśnie Kilgore Trout. To przecież on stworzył Tralfamadorię i dziury czasowe. W ostatecznym momencie tylko on okazał się jego prawdziwym przyjacielem, bo tylko on, no i oczywiście Eliot Rosewater, był obdarzony podobnym poczuciem moralności i etyki.

Tak więc Rzeźnia numer 5 prezentuje nam nie tylko fakty, ale też piętno, jakie wywarły one na prostym człowieku, zagubionym w labiryncie historii, kierującej się swoimi prawami, nieliczącej się ze zwykłym zjadaczem chleba, który w rzeczywistości ją tworzy i cholernie chce mu się śmiać.

Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.
Strona Główna   Powrót