Kurt Vonnegut - życie, twórczość i ...



Kim jest mądry ów człowiek
  Jak o Kurcie Vonnegucie w Polsce pisano
  Jak Asia z Krzysiem przekładali to, co o Kurcie Vonnegucie w Świecie pisano
  Co nie zmieściło się wyżej, a przeczytania warte
  Krynice mądrości, z których Asia z Krzysiem materiały do tej strony czerpali a i inne miejsca zobaczenia warte
  Kim są Ci mądrzy ludzie...;-)
  Miejsce na peany pochwalne...
Kilgore Trout oglšda œwiat. O powieœciach Kurta Vonneguta

ROZDZIAŁ III.
WSZYSTKO TO ZDARZYŁO SIĘ MNIEJ WIĘCEJ NAPRAWDĘ 55 - O NARRACJI VONNEGUTA.

Powieść jest fikcją, światem zmyślonym, w którym zostaje przedstawiona rzeczywistość zaprzyjaźniona i spokrewniona z pięknem i sztuką56 Stwierdzenie to ugruntowuje w przekonaniu, że tekst literacki jest w całości fikcjonalny. Wszelkie postaci, zdarzenia, bez względu na to czy mają swoje rzeczywiste pierwowzory, czy nie, należą do świata zmyślonego i nie są bezpośrednią własnością autora57 . Celem będzie tu jednak zamiar pisarza do ukazania w artystyczny sposób prawdy o rzeczywistości. W planie globalnym zatem fikcja orzeka o rzeczywistości poprzez relacje podobieństwa - niepodobieństwa.58 W przypadku twórczości Vonneguta problem fikcjonalności jego tekstów jest bardzo ważny. W powieściach swoich wielokrotnie zaznacza, iż wszystkie osoby, żywe i umarłe, są czysto przypadkowe i nie należy niczego się doszukiwać.59 Może to być jednak gra autora z czytelnikiem. Takie stwierdzenie bowiem, podane odbiorcy już na samym wstępie, intryguje i wyczula umysł właśnie na szukanie jakichś analogii. Powieść to fikcja, oczywiście, ale może uda się wyczytać, wyszukać jakiś rzeczywisty pierwowzór. Dla polskiego czytelnika bohaterowie powieści Vonneguta są w stu procentach fikcjonalni, zupełnie anonimowi. Dostrzega on jednak pewne typy charakterologiczne. Eliot Rosewater to człowiek prostolinijny, bogaty dobroczyńca, altruista bezinteresownie pomagający innym. Jego ojciec, senator, to bezduszny krezus, który dla ratowania fortuny i zachowania jej przy rodzinie zrobi wszystko. Hoover za wszelką cenę chce zmienić swoje bezwartościowe życie bogacza, a Walter Starbuck stanowi przykład biednego młodzieńca z niższej klasy, któremu udało się skończyć Harward, nie bez pomocy jednak uprzywilejowanego i bogatego przedstawiciela arystokracji. No i wreszcie Kilgore Trout, sympatyczny staruszek o głębokiej moralności, pogodzony ze swym losem, realizujący własną pasję - pisanie książek - dla samej idei, bez większych korzyści.

Wszystkie pozytywne postaci giną w gąszczu bezimiennych typów, złych, bezdusznych, zdegenerowanych, dążących do osobistej kariery i zdobycia majątku. Z takimi bohaterami spotka się czytelnik. Ich cechy są wyraźnie zarysowane, a odbiorca od początku wie czy polubi postać.

Przy omawianiu kategorii postaci w powieściach Vonneguta, należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem. Otóż, wszystkie omawiane tu teksty nawiązują do tych samych bohaterów, co sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z jednym utworem, stanowiącym całość, a poszczególne powieści to jedynie bardziej rozbudowane dygresje dotyczące życia konkretnych osób. Fred T. Barry ze Śniadania mistrzów zaprosił Toruta na festiwal sztuk, bo dowiedział się o nim od Eliota Rosewatera, bohatera powieści Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater. Billy Pilgrim z Rzeźni numer 5 poznaje Toruta i dowiaduje się, że rzeczywistym entuzjastą jego utworów jest Rosewater. Ten sam Eliot znalazł się w szpitalu obok Billy`ego. Był wtedy kapitanem piechoty i miał już dość pijaństwa. Zatem bohaterowie Vonneguta stanowią jedną rodzinę, której elementem wiążącym jest Kilgore Trout.

Nieco inaczej problem wygląda ze zdarzeniami. Autor odwołuje się do konkretnych faktów, które miały miejsce w historii Ameryki, a nawet całego świata. Wspomina Wojnę Secesyjną, Wietnam, afery polityczne USA, II wojnę światową. Często też wykorzystuje fragmenty swojej biografii. Należy sobie zdawać sprawę, że to może być gra z czytelnikiem, celowe kierowanie go do odpowiedniej konkretyzacji. Jednak globalny odbiór powieści pokazuje świat amerykański, mechanizmy sytemu kapitalistycznego, funkcjonowanie politycznych sfer rządzących. W to wszystko uwikłany jest człowiek ze swoimi wadami i zaletami, przy czym, co istotne, w tak funkcjonującym świecie na plan pierwszy wysuwają się ciemne strony człowieka, które dominują i dyskredytują pozytywy charakteru. Zatem zaprezentowane fakty, w fikcyjnym świecie, mają jednak spore odzwierciedlenie w rzeczywistości. Ten mariaż fikcji i realności stanowi dla czytelnika bogate tło poznawcze warunków funkcjonowania Ameryki kilkudziesięciu lat po II wojnie światowej, a właściwie od momentu uformowania się USA po Wojnie Secesyjnej.

Mówiąc o powieściach Vonneguta nie wolno zapomnieć, że nie mamy do czynienia z tekstami dokumentalnymi, czytamy dzieło artystyczne. Taki tekst, poza funkcją poznawczą, ma do spełnienia jeszcze dodatkowe zadania. Konkretne ukształtowanie świata przedstawionego zmusza czytelnika do refleksji. Bezduszność dokumentalnego przekazu ukierunkowuje go tylko na przyswajanie konkretnych wiadomości. W literaturze natomiast znajduje odbicie refleksja o świecie, o człowieku w nim żyjącym i borykającym się z codziennymi problemami. Kreacja bohatera, jego charakter, mechanizmy działania, pozwalają wyciągać wnioski o świecie, w jakim żyje postać.

Warto przyjrzeć się narracji powieści amerykańskiego pisarza, która wiąże się z omawianymi wcześniej problemami.

(...) mowa jawi się jako teatr, gdzie jednostka, zdejmując kolejne maski, nie potrafi odsłonić swej nagiej twarzy, i gdzie, nakładając maski, nie może nigdy swej twarzy ukryć, gdzie widz nie jest pewien, czy widzi twarz, czy maskę, i która z nich jest prawdziwa.60

W przypadku Vonneguta prawda ta zdaje się potwierdzać. Osadza on fabułę w dość oczywistych realiach społeczno - politycznych do tego stopnia, że niekiedy traci się poczucie fikcjonalności. Narrator kreowany jest bardo różnorodnie. Niekiedy to pierwszoosobowy bohater tekstu (Recydywista), kiedy indziej trzecioosobowy autorytet, niewolny jednak od subiektywnych ocen (Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater). Nieco inaczej problem narracji przedstawia się w Rzeźni numer 5. Narracja pierwszoosobowa - bohater-narrator jedzie odwiedzić wojennego przyjaciela i powspominać stare czasy, może nawet wyruszyć do Drezna - przekształca się nagle w trzecioosobową, auktorialną, prezentującą losy Billy`ego Pilgrima. Narrator jednak cały czas utrzymuje czytelnika w przekonaniu, że historia owego człowieka to jedynie element, jeden z wielu, jego mozaiki. W rzeczywistości powieść to zlepek epizodów z egzystencji tej jakże tragicznej postaci, która wpadła w dziurę czasu. Narrator stale podkreśla swą ważność i nadrzędność w stosunku do swojego bohatera, używając zwrotu: Posłuchajcie. Tak banalne słowa czynią z życia Pilgrima niewiele znaczącą historię jednego z wielu Amerykanów, który musi sam borykać się ze swoim losem.

Na szczególną uwagę zasługuje narracja Śniadania mistrzów. W początkowych fazach tekstu narrator sporadycznie daje o sobie znać, raz po raz ujawnia swój kontakt z czytelnikiem. Im jednak akcja posuwa się naprzód, tym kontakt z odbiorcą staje się częstszy, przybiera na sile. W rezultacie mamy wrażenie, że narrator, tworząc swoją rzeczywistość, zaczyna ulegać kreowanym przez siebie bohaterom, przestaje mieć jakikolwiek wpływ na ich działania i zachowania. Zaczyna przechodzić od roli stwórcy wszechświata, do niewiele znaczącego kreatora życia rzeczywistego.

Niczego nie pominę. Niech inni wprowadzają porządek do chaosu. Ja wprowadzę chaos do porządku, co już mi się chyba udało.61

Zupełnie nagle i jakby niepostrzeżenie narrator zasiada obok swych bohaterów i, zupełnie bezwiednie, staje się uczestnikiem wydarzeń. Nie rezygnuje jednak, mimo wszystko, z narracji trzecioosobowej, Nadal, choć już tylko pozornie, stara się kreować swój świat, ale nie może już nim sterować. Ten świat wymyka się spod kontroli. Zaczyna wirować samoistnie, tak jak wymknął się wieki temu swemu Stwórcy i zawirował w szalonym tańcu do degeneracji, destrukcji i dehumanizacji. Dalszy kierunek lotu, tańca, wirowania, jest nieznany.

Vonnegut kreuje świat bardzo prosto. Jasno i czytelnie rysuje postaci, wyjaśnia dokładnie podłoże historyczno - ekonomiczne, stosuje nieskomplikowaną fabułę, która podzielona została na bardzo krótkie odcinki tekstu. Taki sposób segmentacji treści przypomina budowę tralfamadorskiej książki, w której:

Grupka symboli to krótka , pilna informacja opisująca jakąś sytuację czy wydarzenie. (...) Wiadomości te nie mają ze sobą żadnego szczególnego związku, ale autor dobrał je starannie w ten sposób, aby widziane jednocześnie składały się na obraz piękny, zaskakujący i głęboki.62

Taką właśnie budowę mają utwory Vonneguta, nieskomplikowana fabuła, fragmentaryczność, historie życia różnych ludzi. Wydaje się to takie banalne, proste, niewyszukane. Powoduje, że stawiamy pytanie: co w tym jest?, gdzie tu szukać doskonałości i artyzmu? Wydaje się, że by zrozumieć te problemy, należałoby sięgnąć do teorii U. Eco proponowanej w cyklu esejów Sześć przechadzek po lesie fikcji63. Otóż, autor mówi tam o dwóch typach czytelników modelowych - pierwszym, który jedynie odbiera poziom fabularny, który tylko chce wiedzieć, jak zakończą się przygody bohatera i drugim, który chce zrozumieć, w jaki sposób autor modelowy spełnia swoją funkcję przewodnika. Czytelnik modelowy pierwszego stopnia nie znajdzie spójności fabuły w omawianych powieściach, bo tej spójności tam nie ma. Jest zakłócona, autor snuje częste dygresje, które mogą dekoncentrować uwagę odbiorcy. Należy tam szukać głębszych znaczeń, co zrobi zapewne czytelnik modelowy drugiego stopnia. Zacznie on zauważać, że autor modelowy, przez taki, a nie inny obraz rzeczywistości, mówi nam coś jeszcze, przekazuje dodatkowe sensy, których odkrycie jednak leży już tylko w gestii odbiorcy i jego możliwości konkretyzacyjnych.

J. Łotman problem znaczenia w tekście literackim rozumie w następujący sposób: Nośnikiem znaczenia staje się nie jakaś płaszczyzna stylistyczna, lecz przecięcie licznych kontrastujących ze sobą stylów (punktów widzenia), dające pewne "obiektywne" (ponadstylowe) znaczenie.64 Zatem sensu powieści Vonneguta należy szukać w różnych punktach widzenia. Należy oglądać świat nie tylko oczami moralisty Trouta, ale też dobroczyńcy Eliota Rosewatera, bogacza Hoovera, szczęśliwca Waltera Starbucka czy narratora Rzeźni numer 5. Dopiero wtedy ujrzymy prawdziwy sens jego utworów, ale czy uda nam się dzięki temu dociec sensu świata? W rozumieniu narratora i bohaterów Vonneguta ten sens istnieje, ale w aspekcie ironicznym, a pragmatyczna funkcja ironii polega na zasygnalizowaniu wartościowania, i to prawie zawsze pejoratywnego. Ironiczna drwina przejawia się na ogół w formie wyrażeń pochwalnych, implikujących jednakże osąd negatywny. Na płaszczyźnie semantycznej forma wyraźnej pochwały służy ukryciu drwiącej oceny czy tajonej nagany.65

Taką właśnie, ironiczną pochwałę świata amerykańskiego, lub każdego innego kraju, znajdzie uważny czytelnik na kartach powieści Vonneguta. Razem z nim będzie się cynicznie uśmiechał, wiedząc, że nie jest to szczery, radosny śmiech, a jedynie bolesny grymas twarzy, który powinien oswoić nas z realiami, których nie można zmienić, bo tych, którzy chcą zmiany nie ma zbyt wielu i giną oni w tłumie tych, którym wolna amerykanka systemu kapitalistycznego odpowiada. Zatem śmiejmy się razem z Jack`em Pattonem, dla którego wszystko było żartem. Mówmy razem z nim Cholernie chciało mi się śmiać66, choć wcale nam nie do śmiechu.

Skrzynka Asi Skrzynka Krzysia

Wszelkie pochwały, peany i zachwyty, a także propozycje współpracy prosimy zamieszczać w Księdze Gości lub przesyłać bezpośrednio do Aśki lub Krzyśka.
Strona Główna   Powrót